Norwegia – Podróż na Nordkapp (część I)

I część: Etap przygotowań.

Decyzja zapadła. Po tradycyjnych już wyprawach na południe, gdzie „zaliczyliśmy” Rivierę francuską, włoską, praktycznie całe Włochy, Czarnogórę i Chorwację, tym razem postanowiliśmy z rodziną zobaczyć Nordkapp, czyli najbardziej wysuniętą na północ część lądu – Europy. Dotychczas podróżowaliśmy zakupioną w S-Camp w Bieruniu przyczepę campingową. Także na tą trudną wyprawę decydujemy się wybrać z naszą przyczepą.

Nordkapp to oczywiście tylko hasło, gdyż za nim kryje się znaczne przedsięwzięcie, typu: odległość, klimat, kultura, infrastruktura techniczna w rodzaju dróg i campingów itd.

W szczególności zainteresowało mnie to, że w wielu opisach wypraw na specjalistycznych forach nie znalazłem ani jednego, który by dotyczył wyprawy z przyczepą campingową. Czyżby te surowe, w sensie klimatu i przyrody kraje nie nadawały się do takich wypraw?

Były jedynie opisy wypraw kamperów, samochodów, motocykli, nawet rowerów z wykorzystaniem namiotów oraz przygodnych domków campingowych, tam zwanych „hytter”.

Rozpocząłem więc etap przygotowań do wyprawy. Przygotowania zaczęły biec dwutorowo: ścieżką organizacyjną oraz techniczną.

Do ścieżki organizacyjnej zaliczyliśmy wybór trasy, termin i okres trwania wyprawy, zaopatrzenie w mapy i przewodniki oraz porządny GPS. Przede wszystkim jednak gruntownie zaczęliśmy studiować wszelkie opisy wypraw zamieszczane tak w prasie, w tym w Polskim Caravaningu oraz w Zewie Północy, jak i w Internecie. Zasięgnęliśmy także opinii właściciela firmy S-Camp, Pana Marcina, który udzielił nam wielu wskazówek, szczególnie pod względem doposażenia przyczepy. Z tym nie było większego kłopotu, bowiem sklep jaki się znajduje w Bieruniu w S-Camp-ie dysponuje w swej ofercie – praktycznie- wszystkimi niezbędnymi akcesoriami.

Po bliższym zapoznaniu się ze Skandynawią postanowiliśmy:

  • jechać w lipcu, kiedy jest najcieplej i słońce nie zachodzi przed północą,
  • wziąć urlop 4 tygodniowy, by tzw koszty stałe w relacji do kosztów ogółem zminimalizować oraz podołać zaplanowanym 6000 km w Skandynawii,
  • wyznaczyć trasę odwrotnie do wskazówek zegara, tzn najpierw jechać przez Szwecję do Finlandii na północ, prosto na Nordkapp a potem na południowy zachód zwiedzać Norwegię. Z uwagi na promocje linii promowej Polferries, tzn zniżki w przypadku biletu tam i z powrotem musieliśmy zaplanować trasę po Skandynawii z Nynashamn pod Sztokholmem, jako start i meta.

W kwietniu rezerwujemy, a w zasadzie kupujemy promocyjny bilet na trasie Gdańsk – Nynashamn – Gdańsk na samochód, przyczepkę oraz kabinę, gdyż podróż w jedną stronę trwa 18 godzin. Szkoda, że za przyczepkę musimy zapłacić pełną stawkę. Nie sprzyja to rozwojowi turystyki caravaningowej, z przyczepkami z Polski do Skandynawii.

Wiosną odwiedzam Targi Turystyki w Warszawie, gdzie otrzymuję kilka folderów i map, a z Biura Turystyki Ambasady Norwegii otrzymuję najnowszy promocyjny prospekt.

Wyrabiamy karty ubezpieczeniowe EKUZ oraz ubezpieczamy się dodatkowo w Warcie. Niezależnie sprawdzam ubezpieczenie typu Assistance zawarte w ubezpieczeniu samochodu. Po prostu dzwonię na numery podane mi w ubezpieczeniu i sprawdzam, „co by było, gdyby”. Wyposażenie uzupełniamy o lornetkę i kompas oraz nabywamy promocyjnie GPS z ekranem 5”.

W maju rezerwujemy camping w Sztokholmie oraz zamawiamy Skandynawski Karnet Kempingowy CCS, na który trzeba czekać ok. 3 tygodni. Można go zamówić bezpośrednio Internetem lub nieco drożej poprzez PZM-ot. Karnet ułatwia meldowanie na campingach oraz zawiera ubezpieczenie.

Po solidnym zapoznaniu się ze Skandynawią z przewodników i wszelkich dostępnych źródeł, na czele z królującym obecnie Internetem, w tym nieocenioną stroną „Norwegia”, przygotowania organizacyjne kończy wyznaczenie tzw żelaznych punktów, tj miejsc do zwiedzania oraz znajdujących się tam campingów wyszukanych w sprawdzonym programie ACSI Eurocampings. Wyznaczone miejsca campingowe służą nie tylko do ewentualnego zatrzymania się, lecz również do orientacji, przy pomocy wspomnianego oprogramowania ACSI, jaką trasę należy pokonać w ciągu dnia, nie przekraczając dziennie maksimum 400 km w Szwecji i Finlandii i 200 km do 300 km w Norwegii, mając na uwadze ukształtowanie terenu i rodzaj drogi.

Do ścieżki technicznej przygotowań zaliczyłem przygotowanie samochodu i przyczepki oraz wyposażenie w różne drobiazgi, pomny niedostatków z poprzednich wypraw. Do nich należał przede wszystkim zakup nowego czajnika elektrycznego o mocy 850 wat, gdyż dotychczasowy o mocy 2000 wat szybko wyłączał na campingach bezpieczniki. Następnie doposażyłem się w nowoczesne ledowe latarki, gazowe iskrowniki do kuchenki gazowej, a samochód w zapasowe żarówki, gdyż takie są wymogi w Skandynawii. W przyczepce w serwisie S-Camp wymieniłem klocki i amortyzatory, włącznie z gazowym amortyzatorem najazdowego hamulca.

Na dachu, na relingach samochodu umieszczam box, który w zimie służy do przewozu 4 par nart. Idealnie będą tam pasowały wszystkie ubiory na zimne dnie poza kołem podbiegunowym; kurtki, czapki, nowo zakupione buty trekingowe, zapasowe spodnie i ciepłe bluzy. Jak się potem okazało, było to wszystko bardzo przydatne, a nie zajmowało miejsca w przyczepce.

Z uwagi na to, że w Skandynawii istnieje „Prawo Każdego Człowieka” (w Szwecji zwane Allemansratten, w Norwegii – Allemannsretten, w Finlandii – Jokamiehenoikeus) polegające na swobodnym przemieszczaniu się i postoju, niezależnie od tego, kto jest właścicielem ziemi, oraz czekającego nas praktycznie codziennego przemieszczania się, postanawiam przyczepkę przerobić na quasi kamper. Montuję własnym sumptem zbiornik na szarą wodę wykorzystując do tego rurę kanalizacyjną PVC o przekroju 15 cm, którą zaślepiam gotowymi końcówkami-denkami, dodaję kran spustowy i montuję rurę-zbiornik pod podłogą, równolegle do osi przyczepki za pomocą kwadratowych rurek aluminiowych. Uzyskałem w ten sposób zbiornik o pojemności ok. 22 litrów, co okazało się nieocenioną wygodą w tej wyprawie. Zbiornik na czystą wodę przyczepka posiadała w wielkości 40 litrów. W przyczepce montuję także akumulator z prostownikiem, który ładuje się podczas zasilania przyczepki na campingach na 230 V oraz podczas jazdy samochodem z alternatora. Prądu nie zabrakło mi przez cały miesiąc. Do ładowania jednak tego akumulatora oraz dostarczania prądu do lodówki podczas jazdy musiałem zmienić gniazdo przy haku z 7 pinowego na 13 pinowy. Wbrew pozorom, nie jest to łatwe przedsięwzięcie, kiedy samochód jest naszpikowany elektroniką i z precyzją należy dopasować do danego typu samochodu tzw moduł elektroniczny, sterujący wiązką. Ważne jest, by po wyłączeniu kluczykiem silnika nastąpiło automatyczne odcięcie prądu z samochodu na zasilanie lodówki. Z bagażnika na rowery postanowiłem zrezygnować, jak również z namiotu. Ograniczyłem się do daszka, a w miejscu, gdzie były rowery zamontowałem skrzynkę na 3 krzesła turystyczne i 2 stoliki. Skrzynkę zmajstrowałem ze sklejki 6 mm łącząc ją na brzegach przy pomocy aluminiowych kątowników. Drzwiczki zaopatrzyłem w 2 rygle zamykane na małe kłódki. W ten sposób nadrobiłem brak w przyczepce zewnętrznego luku. Potem, jak się okazało, był to strzał w dziesiątkę, gdyż nieodzowne stoliki i krzesła nie przeszkadzały w środku przyczepki ani w bagażniku samochodu a rozkładanie i składanie przebiegało w ekspresowym tempie. To doposażenie przyczepki jak i wcześniej przedstawione: zbiornik na szarą wodę i akumulator innym caravaningowcom, w większości mającym podobne przyczepki, gorąco polecam.

Wymiana 2 butli stalowych 11 kg na lekkie BP Gas light nie powiodła się, z uwagi na to, że do mojej przyczepki wchodzą tylko butle bez kołnierza. W wyprawie 4 tygodniowej zużyłem na gotowanie, ogrzewanie i lodówkę jedną butlę i ok. 30% drugiej butli.

Zakończeniem przygotowań w zakresie technicznym był przegląd samochodu w warsztacie oraz przyczepki, dla której dodatkowo uzyskałem certyfikat bezpieczeństwa instalacji gazowej DVGW wg normy G607 który również został wykonany w S-Camp Bieruń. Jeszcze tylko aprowizacja do kuchni: puszki rybek, szynki i przeróżnych mięsnych, zupy, mleko i płatki owsiane i kukurydziane do mleka, kawa, herbata i pełne wyposażenie apteczki, wraz ze środkami na komary i inne uprzykrzające życie muszki.

I już mogłem jechać. W drogę wyruszyliśmy 2 lipca, by po miesiącu, 4 sierpnia wrócić szczęśliwie z powrotem zaliczając 6900 km. Z tego, odliczając drogę w kraju, po drogach Skandynawii przejechaliśmy 6200 km trasą:

SZWECJA: Nynashamn > Sztokholm > Uppsala > Lulea > FINLANDIA: Rovaniemi > Napapiiri > Inari > NORWEGIA: Nordkapp > Alta > Tromso > Narvik > Lofoty: Svolvar, Borg, Flakstad, Reine, Moskenes, A, Sorvagen. > Bodo > Saltstraumen > Svartisen-lodowiec > Mo i Rana > Mosjoen > Geiranger Fiord > Briksdal-lodowiec > Undredal > Flam > Fagernes > Oslo > SZWECJA: Karlstad > Orebro > Arboga > Stora Sundby > Strangnas > Nynashamn.

Przygotował: Alfred Brodzki
II część wkrótce…